HIM to jeden z tych zespołów, które trudno pomylić z kimkolwiek innym: gotycka estetyka, melodyjny ciężar gitar i głos Ville Valo, który potrafił brzmieć jednocześnie miękko i mrocznie. W tym tekście pokazuję, skąd wziął się fenomen tej fińskiej grupy, które płyty naprawdę budowały jej pozycję i co dziś robi Valo po zamknięciu rozdziału z zespołem. To dobry punkt wyjścia, jeśli chcesz zrozumieć nie tylko historię HIM, ale też to, dlaczego ten projekt nadal wraca w rozmowach o alternatywnym rocku.
Najkrócej, chodzi o zespół, który połączył mrok, melodie i wyrazisty wizerunek
- HIM wyrósł z Helsinek i szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych fińskich zespołów rockowych.
- Ville Valo był nie tylko wokalistą, ale też głównym autorem, twarzą i stylistycznym rdzeniem projektu.
- Najlepszy punkt wejścia to zwykle Razorblade Romance, Love Metal i Dark Light.
- Najmocniejszym symbolem grupy był heartagram, czyli znak, który połączył romantyzm z ostrzejszą, metalową stroną zespołu.
- Po rozpadzie HIM w 2017 roku Valo rozwijał solowy projekt VV, a album Neon Noir pokazał, że jego styl nadal żyje.
- Na dziś nie ma oficjalnie ogłoszonego powrotu HIM, ale sam Valo zostawia taką furtkę uchyloną.
Czym był HIM i skąd wzięła się jego siła
HIM nie był kolejnym zespołem „o mroku”. To była grupa, która bardzo świadomie zbudowała własny język: trochę gothic rocka, trochę metalu, trochę alternatywnego popu, a do tego wyraźny, niemal filmowy klimat. Z mojego punktu widzenia właśnie ta mieszanka zrobiła największą różnicę, bo zespół nie zamykał się w jednej scenie, tylko stale balansował między niszą a mainstreamem.
Początkowo projekt narodził się w Helsinkach w 1991 roku, a później został odbudowany i nazwany po prostu HIM. To ważne, bo już sama historia grupy pokazuje jej charakter: była tworzona przez ludzi, którzy nie chcieli brzmieć jak kopia zachodnich kapel, tylko jak coś bardzo fińskiego, melancholijnego i jednocześnie przystępnego. Właśnie dlatego tak mocno wybrzmiało pojęcie love metal - nie jako chwyt marketingowy, ale jako sposób opisania kontrastu między ciężarem a melodyjnością.
| Element | Co oznaczał w praktyce |
|---|---|
| Brzmienie | Ciężkie gitary, ale z wyraźnym refrenem i dużą nośnością melodii. |
| Teksty | Miłość, strata, melancholia i ciemniejsza romantyka zamiast prostego nihilizmu. |
| Wizerunek | Estetyka gotycka, ale bardziej zmysłowa niż agresywna. |
| Efekt | Zespół był czytelny dla fanów metalu, ale też dla słuchaczy alternatywy i rocka radiowego. |
Ta recepta zadziałała szczególnie mocno na przełomie lat 90. i 2000., kiedy scena była głodna czegoś innego niż klasyczny metal albo klasyczny rock. A gdy już widać, że zespół miał własny pomysł na siebie, naturalnie trzeba zapytać, kto ten pomysł spinał od środka - i tu dochodzimy do Ville Valo.
Kim jest Ville Valo i dlaczego to on prowadzi tę opowieść
Ville Valo był sercem HIM, ale też jego najważniejszym narratorem. Miał bariton, czyli niższą, ciemniejszą barwę głosu, która idealnie pasowała do piosenek o romantycznym napięciu, rozpadzie i obsesji. Nie był klasycznym metalowym frontmanem, który opiera się na krzyku i sile; jego przewaga polegała na kontraście. Brzmiał ciepło, a jednocześnie niepokojąco. Właśnie to sprawiało, że refreny HIM zostawały w głowie na długo.
W praktyce Valo odpowiadał nie tylko za śpiew. Pisał utwory, współtworzył obraz zespołu i współdecydował o tym, jak HIM ma być odbierany. To ważne, bo przy takich projektach frontman łatwo staje się „twarzą do zdjęć”, a tu było odwrotnie: jego gust, wrażliwość i sposób budowania nastroju definiowały całość. Gdy słuchasz starszych nagrań, od razu słychać, że to nie był przypadkowy wokalista w przypadkowym zespole, tylko autor z bardzo konkretną estetyką.
- Najmocniejszy wyróżnik - charakterystyczny głos, który łączył melancholię z przebojowością.
- Największa przewaga - umiejętność pisania refrenów, które działały zarówno w klubie, jak i w radiu.
- Najbardziej trwały znak rozpoznawczy - heartagram, czyli symbol powiązany z jego artystycznym językiem.
Warto też pamiętać, że Valo nie zatrzymał się na jednym rozdziale. Po zakończeniu działalności HIM przeszedł do solowego projektu VV, ale o tym za chwilę, bo wcześniej trzeba wyłuskać z katalogu zespołu te nagrania, od których najlepiej zacząć.
Najważniejsze nagrania, od których warto zacząć
Jeśli ktoś chce zrozumieć HIM w praktyce, nie wystarczy jedna piosenka z playlisty. Najlepiej wejść w ich katalog przez kilka wyraźnych punktów zwrotnych, bo każdy z nich pokazuje inny odcień zespołu: bardziej przebojowy, bardziej ciężki albo bardziej dopracowany produkcyjnie. Ja zwykle patrzę na to tak: dobry katalog to taki, w którym każda płyta pokazuje inny etap dojrzewania, a nie tylko powtarza ten sam patent.
| Wydawnictwo | Dlaczego jest ważne | Co warto usłyszeć najpierw |
|---|---|---|
| 666 Ways to Love: Prologue | Wczesny sygnał, że HIM miał już własny klimat i nie zamierzał grać standardowego hard rocka. | Mniej wypolerowane, bardziej surowe podejście do mroku i melodii. |
| Razorblade Romance | Najważniejszy przełom komercyjny i jedna z płyt, które otworzyły im drogę do szerokiej publiczności. | Join Me in Death jako przykład tego, jak zespół łączył dramat z przebojowością. |
| Love Metal | Moment, w którym nazwa stylu stała się jeszcze bardziej czytelna, a zespół w pełni znalazł swój język. | Chwytliwe refreny, większa pewność siebie i lepsza równowaga między ciężarem a melodią. |
| Dark Light | Najbardziej „międzynarodowy” etap kariery, z brzmieniem skrojonym pod większe sceny. | Bardziej dopracowana produkcja i wyraźne nastawienie na szeroki odbiór. |
| Venus Doom | Cięższa, bardziej mroczna płyta, którą wielu fanów uważa za jedno z najbardziej szczerych wydawnictw zespołu. | Większa gęstość gitar i mniej „radiowy”, bardziej duszny klimat. |
| Tears on Tape | Domknięcie pewnego etapu - już z wyraźnym poczuciem, że zespół opowiada ostatnie rozdziały swojej historii. | Melancholia bez nadmiaru pozowania. |
Jeśli miałbym wskazać trzy utwory na start, wybrałbym Join Me in Death, The Funeral of Hearts i Killing Loneliness. Pierwszy pokazuje chwytliwość, drugi dobrze ujawnia romantyczny patos HIM, a trzeci przypomina, że ten zespół potrafił też uderzyć bardziej bezpośrednio. A kiedy katalog zaczyna być czytelny, można przejść do tego, co w HIM było równie ważne jak same piosenki - do obrazu.

Heartagram i wizualny kod, który zrobił z HIM coś więcej niż zespół
Heartagram nie był zwykłym logo. To był znak, który połączył serce i pentagram, czyli dwa porządki, które z pozoru do siebie nie pasują, a jednak świetnie opisują cały projekt HIM: czułość i ostrzejszą krawędź, romantyzm i ciężar, miękkość i gotycki chłód. Z mojej perspektywy to jeden z lepszych przykładów tego, jak symbol może działać na równi z muzyką.
Wizualnie HIM miał bardzo wyraźny kod: ciemne barwy, teatralność, lekką dekadencję i wrażenie, że wszystko jest zbudowane wokół napięcia między pragnieniem a autodestrukcją. To działało nie tylko w teledyskach czy na okładkach, ale też w sposobie, w jaki zespół był zapamiętywany przez słuchaczy. W praktyce oznaczało to, że HIM był rozpoznawalny jeszcze zanim ktoś usłyszał pierwszy refren.
- Symbol - heartagram od razu ustawił zespół poza zwykłą metalową estetyką.
- Nastrój - zamiast dosłownego satanizmu była raczej stylizowana, symboliczna mroczność.
- Trwałość - znak żył długo po konkretnych albumach, bo stał się częścią kultury fanowskiej.
To ważne również dziś, bo wiele współczesnych projektów alternatywnych ma dobre piosenki, ale nie ma rozpoznawalnego języka obrazu. HIM miał jedno i drugie, dlatego tak mocno zapisał się w pamięci. A skoro obraz był tak ważny, naturalnie trzeba sprawdzić, co z tej estetyki zostało po rozpadzie zespołu i jak Valo wykorzystał ją w solowym etapie.
HIM a solowy projekt VV jak zmieniło się brzmienie
Po zakończeniu działalności HIM Ville Valo nie zniknął. Przeszedł do projektu VV i wydał Neon Noir, płytę, która pokazała, że jego podpis autorski nadal działa, tylko w bardziej osobistym i zwartych formacie. To nie jest kopiuj-wklej z HIM, ale też nie jest radykalne zerwanie z przeszłością. Mówiąc prosto: słychać ciągłość, tylko z większą kontrolą nad każdym detalem.
| Aspekt | HIM | VV |
|---|---|---|
| Status | Zespół zakończony w 2017 roku. | Aktywny etap solowy, uruchomiony po rozpadzie HIM. |
| Brzmienie | Więcej gitarowego zespołowego ciężaru i rockowej dynamiki. | Więcej miejsca na atmosferę, warstwę produkcyjną i osobisty ton. |
| Wrażenie | Duża, wspólna opowieść z mocną sceniczną tożsamością. | Bardziej intymny zapis tego samego muzycznego świata. |
| Najlepszy punkt wejścia | Razorblade Romance albo Love Metal. | Neon Noir. |
| Co to mówi o Valo | Potrafił zbudować zespół rozpoznawalny na wielu rynkach. | Potrafi utrzymać własny głos także bez nazwy HIM nad szyldem. |
Na dziś nie ma oficjalnie ogłoszonego powrotu HIM, ale sam Valo zostawia temat otwarty i nie udaje, że historia zespołu go nie obchodzi. To ważny szczegół, bo w takim przypadku lepiej mówić o możliwej szansie niż o pewnym comebacku. I właśnie to prowadzi do ostatniej kwestii: dlaczego ta opowieść nadal działa na słuchaczy, także tych, którzy nie pamiętają premiery pierwszych płyt.
Dlaczego ta historia nadal działa na słuchaczy z Polski
HIM wciąż wraca do rozmów, bo łączy kilka rzeczy, które rzadko występują razem: mocny wizerunek, melodie do zapamiętania i emocjonalny rdzeń, który nie starzeje się tak szybko jak moda. Dla polskiego słuchacza to szczególnie czytelne, bo nasza scena od dawna dobrze reaguje na zespoły z pogranicza mroku i przebojowości. Taki miks nie jest przypadkowy - on po prostu działa, jeśli stoi za nim konsekwencja.
- Jeśli chcesz usłyszeć najbardziej przystępne oblicze HIM, zacznij od Razorblade Romance.
- Jeśli interesuje cię cięższa, bardziej dojrzała wersja zespołu, wróć do Venus Doom.
- Jeśli chcesz sprawdzić, co z tej estetyki zostało w solowym etapie Valo, wybierz Neon Noir.
- Jeśli lubisz analizować scenę szerzej, porównaj HIM z takimi nazwami jak Paradise Lost czy The 69 Eyes, bo wtedy najlepiej widać, gdzie Valo był podobny do innych, a gdzie grał własną kartą.
W tym sensie HIM to nie tylko rozdział w historii fińskiego rocka, ale też bardzo dobry przykład na to, jak zbudować rozpoznawalny język artystyczny bez uciekania w banał. Jeśli mam zostawić jedną praktyczną wskazówkę, to taką: słuchaj tej historii nie jak zbioru „starych hitów”, tylko jak konsekwentnie budowanego świata, w którym Ville Valo był jednocześnie wokalistą, autorem i głównym architektem nastroju.